czwartek, 5 maja 2011

Jak było na plenerze? Już piszę...
W pokoju byłam z Dominiką, Dagną i Karoliną. Tak się złożyło, że obok nas mieszkały Kamila, Kaka i Kasia. Pyszne śniadanie o 8.00, o 9.00 malowaliśmy. O 14 chyba mieliśmy obiad, 15 znów malujemy...a na koniec kolacja o 18 Tak przeleciało tych kilka dni. W międzyczasie jakieś mini imprezy. Kasica przestała się alienować. Popołudniu już mi się nie chciało malować, więc olewałam to i chodziłam robić zdjęcia i chodziłam do owieczek. ^^ Właściciel pozwolił mi wziąć jedną. :D W ostatni dzień pod wieczór była niby- dyskoteka. W tym czasie poszłam do pokoju Basi i siedziałam tam.

W piątek wyjeżdżaliśmy. Siedziałam z Karoliną. Omal podczas jazdy nie zwymiotowałam. Bezpiecznie dotarliśmy do Zabrza, odebrał mnie ojciec, pojechaliśmy do domu. Przyszła do mnie Julia.

NIE PAMIĘTAM CO SIĘ DZIAŁO

Wczoraj byłam z Krzychem w Zabrzu po zeszyt, Kamili nie było w domu, więc zeszyt dała mi jej matka. xD Wróciliśmy i KONIEC.

piątek, 29 kwietnia 2011

...^.^

Witam, wiem, że dawno nie pisałam. Kilka osób się upominało o bloga, więc postaram się to nadrobić, choć ciężko będzie.

W poniedziałek [18 kwietnia] nie byłam w szkole, szłam do lekarza, oczywiście szpana we wsi moimi cudnymi włosami. xD We wtorek pani o nas zapomniała na historii sztuki i przyszła pod koniec lekcji, była zajęta szkolnymi sprawami. W czwartek już było wolne! <3<3<3  A...w środę spotkałam się z Patrysiem (plener). Cholernie się zmienił, ma inny głos (już niestety), GODO, śpiewa jakieś hymny Legii. Porobiłam kilkanaście fotek. Usiedliśmy na schodach i rozmawialiśmy, po jakiś dwóch godzinach rozeszliśmy się do naszych domów.

Julia poprosiła mnie o pomoc  konkursie fotograficznym, "pierwsze oznaki wiosny". Zrobiłam zdjęcie, pomyślałam, że oddam je Julii, ale kiedy je zobaczyłam na komputerze...zakochałam się...było to na prawdę piękne zdjęcie...! Nie dałam jej go. :P

We czwartek Postanowiłam wywołać kilka zdjęć, takich, do których mam i będę mieć sentyment. Wybrałam się z Julią, wywołałam. To powyższe zdjęcie, oraz dwie fotografie Kamy wyszły po prostu bosko! <3

Przyszła Ewa, z czarnym brystolem o który ją poprosiłam i postanowiłam przykleić na niego zdjęcia. Wyszło cudnie. :)

W piątek miałam iść z mamą na zakupy, a potem zrobić zdjęcia z Julią na jej konkurs. Dowiedziała się, że Ea i Łajza też planują wycieczkę do Plazy, więc postanowiliśmy się przez przypadek spotkać. Nic nie kupiłam. Matka dała ni stówę na zakupy i pojechała z ojcem, a ja z nimi zostałam. Pochodziłam trochę po Plazie i wróciliśmy. Dłuższą chwilę pogadaliśmy. Łajza poszedł do domu a ja, Ewa i Julia poszłyśmy do lasu robić zdjęcia. Wróciłyśmy do Łajzy po mangę i weszłyśmy na chwilę pooglądać zdjęcia. Skończyliśmy i gadaliśmy do 22.00. W sobotę...święta...Szłam z Julią do kościoła święcić jaja. Potem do niej weszłam i dostałam czekoladę od jej mamy. :)
Następnie poszłyśmy do mnie pograć, później do Łajzy przyciąć nieco zdjęcia.
Oni tam się bawili w Photoshopie, a ja usiadłam na łóżku...wygodne było, więc pozwoliłam się tam zdrzemnąć. Jakoś czas minął.
W niedzielę...dużo się działo, nie chcę o tym pisać. Powiem tylko, że pod koniec dnia było ciekawie, bo spotkałam się z Łajzą i Ewą, potem poszli do mnie i oglądaliśmy Titanica. Te piękne stroje! <3
Dwa piękne momenty...jak Jack rysuje Rose i jak są w tym samochodzie.

We wtorek pojechałam na plener. Hotel był na prawdę piękny, miejscowość też...mili ludzie i pyszne jedzenie. o tym napiszę później, bo jest jak dla mnie późno...

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Plener.

Wczoraj byłam z Krzychem i Łajzą na plenerze. Najpierw miałam iść sam na sam z Łajzą, ale Krzychu się na chama przyczepił. xD Łajzowy specjalnie się ogolił! O.o

Ok przemilczmy czekanie na przystanku...




Wysiedliśmy na Halembie 1-go maja. Od razu weszliśmy do lasu i spacerek. Nasz cel- stacja Shell. :D
W lesie natrafiliśmy na kilka ławek i ręcznik koło jednej z nich, to dziwne. ;P
Szliśmy na pradę długo...zastanawialiśmy się nad tym jak przejść na drugą stronę autostrady. Zobaczyliśmy rułę. Pomysł! Przejdziemy przez nią, ale była tam woda.
Poszliśmy dalej i natrafiliśmy na drugą, suchą. Tędy przejdziemy! Byliśmy niedaleko Shell, więc ruszyliśmy dalej. Byliśmy już przy stacji, narodził się problem, jak przejdziemy przez ogrodzenie? Rozwiązanie Łajzy...przejść górą. Ja i Krzychu byliśmy przeciwko temu. Po długim namawianiu poszłam z nim, Krzychu został. Bałam się, że ogrodzenie mnie nie utrzyma...nie jestem najlżejsza. Jakimś cudem udało mi się! Górka była stroma, jakoś sobie poradziliśmy z nią, ci tirowcy się na nas gapili. xD Zeszliśmy bezpiecznie. Kupiliśmy die paczki chipsów, Marsa, chusteczki. Gdy racaliśmy Krzychu zadzonił do mnie, że chce nam zrobić zdjęcie.



Potem znowu wspinaczka, ale był kolejny problem. Jak wejdziemy na górę? Łajza zauważył luz w siatce i przeszedł pod nią. Ja tuż po nim, czułam się jak kobieta kot.;d
Przysiedliśmy w lesie i zjedliśmy chipsy. Ruszyliśmy w kierunku ruły. Cyknęliśmy kilka zdjęć w rurze...i przeszliśmy przez nią. Ale emocje. ;d





Po drugiej stronie znaleźliśmy grill i postanowiliśmy zrobić przerwę.

Niema już o niczym pisać, bo nic się nie działo, Poza tym że spotkaliśmy dzika! :D


Aparat mi się zepsuł. :(
Potem Łajza do mnie przyszedł na lody...bananowe. ;p Matka dała nam kanapki...mam nadzieję, że nic mu po nich nie jest...
Pola bardzo go lubi, bo pozwolił jej zjeść ostatnią kanapkę. Kazał mi zrzucić trochę lodów na podłogę, by się poczęstowała. Pola jest już jego. ;p

Inne...







Monopoly Party.

CD.

No... wyprostowałam włosy. Pozostało mi tylko ubrać się, więc wygoniłam go z toalety. Kiedy już wyszłam z toalety zadzwoniła Julia, potem Krzychu i Ewa. Impreza się zaczęła. Wszyscy zasiedli przy stole w kuchni. Postanowiliśmy zrobić galaretkę i bitą śmietanę. Łajza już obeznany  mojej kuchni, prawie wszystko sam przygotował, a do galaretki dolał trochę syropu malinowego. W międzyczasie ja i Krzychu poszliśmy do ECO, kiedy ubieraliśmy buty zapytał mnie, czy to dobry pomysł, żeby zostawić ich tam samych, odparłam, że im ufam.

Kupiliśmy chrupki bekonowe, popcorn, oranżadę dwie czekolady, budyń i grysik. ;d Gdy wróciliśmy otworzył nam Łajza, bo nie mam kluczy do domu. Od razu zapytałam, czy chata stoi, czy kuchnia stoi. Powiedział, że tak i że mam jego słit focie w lustrze zrobione moim aparatem. Weszłam na górę i wszystko stało, jak przedtem. Przeniosłam komputer do dużego pokoju, wraz z tabletem i grą Monopoly. Rozłożyliśmy się i gra się zaczęła.
Strasznie się wkurzałam, bo stawali na moich polach i mi o tym nawet nie powiedzieli. W tym czasie Łajza mnie rysował na Paincie, a także martwą naturę, tj. martwy płód. Ewa nie miała praktycznie żadnych pól, a i tak wszyscy jej płacili, oni grać nie umieją! xD Przed grą Krzychu przygotował bardzo dobry popcorn. Podoba mi się to, że czują się jak u siebie. :) Potem zrobiliśmy fajrant, bym mogła w końcu nauczyć Łajzę grać  Macao Masters. Przyłączyła się do nas Julia, graliśmy w otwarte karty. W międzyczasie Krzychu zrobił sobie zakupiony budyń, mnie grysik, a Łajza poprosił, a raczej kazał mu zrobić dla siebie zestaw małego chemika (czyt. zupkę chińską).
Mam to udokumentowane, dla wytrwałych. ;P
Warte:
7.54s
9.08s. ;d
[prześlę później, bo się załadować nie chce.]

Potem już niestety nie wznowiliśmy gry. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Padło na jakiś horror, nie pamiętam tytułu, coś o czarownicach. Krzychu i Łajza tak wystraszyli Julię, że to była magia po prostu...
Oglądaliśmy a tu nagle internet nam się wyłączył. Ktoś tam powiedział, że jesteśmy odizolowani od świata, patrzymy a tu Julia coś cyka w telefonie. xD

Postanowiliśmy się pobawić prezerwatywą. Potem sprzątaliśmy, bo rodzice przyjechali. Galaretkę zjedliśmy pod koniec, była bardzo dobra, śmietana też została zjedzona. Wszyscy się rozeszli, Łajza mi obiecał, że zrobi sobie półnagą focię w moim kiblu...czekam...
Rodzice nie byli źli. :)













niedziela, 17 kwietnia 2011

Wczoraj była impreza dla VIPów, tzw. Monopoly Party! Ale zacznijmy od początku.

W czwartek wieczorem Adam pokazał mi taką grę i nawet zainteresowała mnie, owa gra to AikA Global. Zaczęłam ją ściągać. Pobrałam i zainstaloałam ją kilka minut po północy, specjalnie schodziłam z mojego piętroego łóżka, by sprawdzić jakie ją postępy  instalacji, ta desperacja. xD Ok, położyłam się spać, a rano, przed szkołą zaczęłam grać, i powiem wam, że jest całkiem niezła. Dobra grafika. Jeszcze nie ogarnęłam jej w pełni, trocę cierpliwości. ;D W szkole ogólnie nudy...na informatyce zięłam się do zadań których nie robiłam oh jak dawno. Na polskim pani mnie nie poznała (chodzi o włosy), powiedziała, że poznała mnie dopiero po włosach. Lekcja szybko zleciała, bo rysowałam sobie moją postać z gry. Na geografii to samo. Na fizyce mi sie podobało, jak zwykle nie brakowało humoru. :) A chemii nie pamiętam. Po szkole przyszła do mnie Julia i grałyśmy  Aikę i Ghost Master, spodobały jej sie te gry. Nic dziwnego, kocham GHOST MASTER! <3

W sobotę nic nie planowałam, a tu nagle Krzychu do mnie pisze, czy idziemy (tj. ekipa) na plac. Odpowiedziałam mu, że mam chatę wolną i możemy zrobić Monopoly Party, oczywiście tylko dla wybranych, czyli:
Ewa
Julia
Kubi (ja)
Łajza
Krzychu
Magda ( która nie przyszła, bo jechała do dziadków)

Umówiliśmy się o 17 u mnie. O 15 pojechałyśmy z Julią do Plazy, do apteki i Rossmanna. Takie okazje! :D
wróciłyśmy o 16, czyli miałam godzinę na kąpiel umycie włosów, makijaż. O kąpałam się, umyłam włosy, założyłam "szczękę" i pomalowałam jedko oko, gdy tu nagle ktoś zadzwonił na domofon. Miałam nadzieję że to Ewa, bo ja tu z ręcznikiem na głowie, bez makijażu i  w ogóle. Odbieram, a tu Łajza, myślałam, że wybuchnę! Miałam jeszcze pół godziny! Wstyd było mi sie tak pokazać. xd Wszedł na górę, pies go zgwałcił, czekał aż się wyszykuję. Kiedy suszyłam włosy usłyszałam czyjś głos, myślałam że mi się przeszłyaszało. Wyłączyłam suszarkę. Patrzę a tu Łajza ciśnie mi się do toalety. Stał w drzwiach i lampił się jak się szykowałam. Najbardziej interesowało go to, jak prostuję włosy, nie wiem czemu...cdn...teraz nie mam czasu. xD Sorry za błędy, nie zdążyłam sprawdzić...
Adam właśnie wniósł nowe terrarium dla kameleona i chcę je zaprojektować. xd

niedziela, 10 kwietnia 2011

Violetteman!

W czwartek olałam matematykę (jak zwykle) i przyszłam dopiero na foto. Musieliśmy skończyć luksografię. Nie lubię tego. Zrobiłam to na odpieprz, byłe by było. Nawet nie wiem co dostałam, olać to. Dałam pani zdjęcia do korekty...podobał jej się profil Łajzy i brwi Krzycha. xD Muszę poprawić zdjęcia! Kazała mi powtórzyć ognisko...no bez przesady. Na rysunku kontynuowaliśmy malowanie martwej natury. Mamy nowy temat- "JA". Opowiedziałam jej o moim pomyśle i bardzo jej się spodobał! Namaluję mój portret w dwóch, surowych, kontrastujących ze sobą kolorach. Na podstawach projektowania pani wybierała emocje, które mamy realizować...wybrała mi przytłoczenie.

W piątek NIE olałam informatyki! Robiłam zadanie z polskiego, ale i tak coś czuję, że dostanę słabą ocenę...na geografii był sprawdzian. A w cholerę! Na angielskim była historia sztuki. Na fizyce oddałam panu zadanie domowe na reklamie KERFURA. Kiedy ładnie przepisałam je do zeszytu, to jeszcze było źle! Jak ja nienawidzę fizyki. Na chemii nie pamiętam co się działo. Po powrocie spotkałam się z Julią i Łajzą, pojechaliśmy na bułeczki do Chorzowa. Kiedy już tam dotarliśmy to okazało się, że bułeczek nie ma! Zirytowani postanowiliśmy iść do Mc'a. Zamówiliśmy i jeszcze kazali nam czekać! No skandal! Kiedy już dali nam nasze zamówienie poszliśmy usiąść na górze. Dałam Łajzie mój aparat i bawił się w tajnego agenta. Wracając wstąpiliśmy do Z-wojaka. Spotkaliśmy orzartego faceta z żabimi palcami.

W sobotę rano byłam u fryzjera. Było farbowanko, podcięcie i darmowy MANIKIUR. Wyszło cudownie! Mam fioletowe włosy, a między nimi są różowe pasma. No po prostu super! <3 Od wczoraj jestem Violetteman! O 18 jechaliśmy na osiemnaste urodziny Moniki. Na początku było kulawo, Monika po kryjomu płakała, że nikt się nie chce bawić. Ja i Eliza postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Włączyłyśmy odpowiednią muzykę i zaczęłyśmy wywijać na parkiecie. Reszta gości poszła w nasze ślady. I tak minął wieczór.  Nawet Michał, który powiedział, że nie będzie tańczył, odważył się i wyszedł do nas na dancing. Byłam tak zmęczona po tym tańcowaniu...usiadłam i kończyłam moje drugie piwo, była lekka bania, ale wypociłam ja na parkiecie. Czułam się jak Hannah Montana! xd Koło północy Eliza pojechała do domu, a ja nie miałam z kim siedzieć, bo nie znałam tych ludzi. Ale wytrzymałam do północy, kiedy Monika- solenizantka dostawała 18 razy pasem po tyłku. :D No...po tym się zebraliśmy do domu. Dowiedziałam się, że jadę z Michałem do Włoch, znowu!

Dzisiaj przyszła do mnie Julia i robiła mi zdjęcia, ja też jej przy okazji kilka fotek zrobiłam. Założyłam jej konto na FB. A wieczorek szłam do kościoła...nie byłam od miesiąca tam, a tu nagle musiałam iść. :/



wtorek, 5 kwietnia 2011

Dzwonił mi jakiś idiota!

Wtorek...nienawidzę tego dnia. Już na pierwszej lekcji było okropnie, tj. historia sztuki i pani pytała...oczywiście dostałam dwa, bo co ja mogę dostać? Miałam trudne, a co! Na polskim wielkie przepisywanie zeszytu z historii sztuki...jest tego cholernie dużo...z samej Grecji! No po prostu koszmar, chyba nigdy nie było aż tak źle. ;/
Na francuskim dalej przepisywałam, a tu nagle dzwoni mi telefon, a w sali rozlega się piosenka Mansona "I don't like the drugs...". Patrzę...numer nieznany. "Proszę pani...! Mogę odebrać? Bo jakiś idiota mi dzwoni...numer nieznany?!" jak się okazało później to był Łajza, dlaczego on zawsze dzwoni do mnie w środku lekcji? Chciał jechać ze mną do Katowic. No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak pojechać z nim. Nie zdążyłam nawet pójść do domu coś zjeść, ani odłożyć plecak. Spotkałam go na przystanku i byłam pewna, że obiad zjem później. Wsiedliśmy do 9 i ruszyliśmy w drogę. Już na wejściu jakiś facet zaczepił Łajzę, bo nosi on trumienkę- plecak i facet powiedział do swojego kolegi, że nosi tam pewnie psa, a Łajza mówi, iż nie, nosi prochy swojej babci. xd

Zajechaliśmy do Chorzowa i akurat jechała 6 do Katowic, więc przyspieszyliśmy tępa. Jechał taki fajny, nowy. :D Wysiedliśmy koło Skarbka i poszliśmy do biura ESK. troszeczkę pobłądziliśmy, ale dotarliśmy, załatwiliśmy to, co było do załatwienia, skroiliśmy kilkanaście ulotek i bardzo ładne pocztówki. :) Wracając wskoczyliśmy w jeszcze inne miejsce, niestety nie pamiętam jak się nazywało. xd

W Chorzowie, podczas spaceru na przystanek zapachniało czymś, czymś dobrym. Mieliśmy przy sobie tylko złotówkę. Łajza zaprowadził mnie do piekarni, cukierni i kupił nam świerzutką, cieplutką, dosłownie wyjętą prosto z pieca bułeczkę. Była taka delikatna, pachnąca...PYSZNA! Poczęstował mnie nią! Matko! Jaka ona było pyszna! Teraz specjalnie będziemy jeździć do Chorzowa po bułki. xd Wybieramy się tam w czwartek, podczas jedzenia będę chyba przeżywać orgazm. xDD

Do naszej listy z planami planów na przyszłość dodaję kilka punktów

  1. Grill.
  2. Mniej gadać, więcej robić.
  3. Noc z grami.
  4. Sesja zdjęciowa.
  5. Wynająć Drak Queen.
  6. Upiec ciasto.
  7. Więcej dziwek.
  8. Sesja w akcie.
  9. Cieplusie bułeczki.
  10. Boże Narodzenie i sylwester w czerwcu.
Faza na:

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Kuzyn Coś. :)

 W piątek straciłam całkowicie głos...ale pod koniec dnia było już lepiej. Gdy wróciłam do domu przysiadłam do komputera i zainstalowałam GTA VC. Włączam. Pierwsza piosenka, jaka mi się włączyła to MJ! xD Krzychu do mnie napisał, czy chce mi się iść na miejsce naszych ognisk, zgodziłam się. Po piętnastu minutach był już u mnie zwarty i gotowy do wyprawy. Poczekał dłuższą chwilkę, aż zjem. Zjadłam, wzięłam aparat i ruszyliśmy. Po drodze gadaliśmy o grasującym po okolicy mordercy ( to prawda!), o ulicach jakie znamy, "ptasich ulicach". Dotarliśmy. Strasznie się tam zmieniło od ostatniego razu. Ubyło gałęzi i w ogóle jakoś ponuro było. Znaleźliśmy mnóstwo rzeczy! Rękawiczki MJ, dragi, katalog Oriflame, od Krzycha oczywiście... Nagle pomysł...chodźmy dalej...i tak ruszyliśmy na wyprawę wzdłuż Kochłówki. Przeszliśmy przez most i znaleźliśmy się na Wirku, potem Kochłowicach, Halembie, Bykowinie, Cieszynie, Sopocie, Katowicach i gdzieś w Grecji, czyli po prostu wyprawa na 102. ;) Znaleźliśmy mnóstwo prezerwatyw, bunkier, różową torebkę Krzycha, komputery, monitory, telewizory itp.
Wracając ujrzałam znajomą sylwetkę. Idzie mama z Polą! Była na spacerku, to słodkie. ;)

Przepraszam Cię Łajzusie, za to, że Cię nie wzięliśmy...następnym razem wybierzemy się na taką wyprawę, ale sam na sam! :* <3

Rękawiczki MJ...!





Słit foteczka przy bunkrze. 



Cieszyn. ;)



To zdjęcie mówi samo za siebie. :D
Na sobotę było zaplanowane ognisko klasowe. Rano poszłam z mamą na tresurę Poli. Po powrocie zaczęłam się zbierać na ognisko, czyli kąpiel, makijaż i te sprawy. Gdy już skończyłam, wzięłam drewno (bo żaden chłop nie chciał mi pomóc...) i pylałam na ognicho. Zjawił się Krzychu i Kosa, ja i Krzysztof postanowiliśmy już rozpalić ogień. Zastanawialiśmy się na ci potem usiąść, więc poszłam poszukać niby-ławki. Znalazłam dach przystanku, kilka drewien i nic więcej. W tym czasie zjawił się Łajza. Potem przyszła reszta ludziów. Ewa oczywiście z żarciem tylko dla siebie. Ja przy okazji zrobiłam zadanie na foto- portret.








 Oczywiście nie obyło się bez słit foteczki.

Jak wiadomo, Łajza uczył się ode mnie jak się robi zdjęcia. Jestem z niego bardzo dumna to jego fotografie. :) NIE SĄ PORUSZONE!



Kuzyn Coś.
Ok inne...







Pola ma jutro swoje pierwsze urodzinki. ;)